ostatni wpis

Kiedyś musiał nastąpić ten moment. Cykl niedzielnych czytań w Kościele Katolickim zatoczył swój obszerny krąg.
Przyznam się, iż początkowo myślałem, że to nastąpi po roku. Nawet cieszyłem się z tego faktu, bo po części te wpisy wywierały na mnie swego rodzaju presję. Często zastanawiałem się, czy uda mi się coś sensownego napisać itd.
Wielokrotnie (jakieś 95%) siadałem do wpisu nie mając pojęcia o czym on będzie. Podjąłem się zadania, do którego nie byłem w ogóle przygotowany. Rzuciłem się na fale głębokiego morza, nie umiejąc pływać.

W drugim roku pisania pojąłem, że to nie ja mam pisać, ale być tylko pośrednikiem pomiędzy czytelnikiem tego bloga, a BOGIEM, przy okazji czerpiąc pełnymi garściami.
Wielokrotnie bywało, że tekst, który napisałem, przekazałem ustnie tego samego dnia osobie, która akurat tych słów potrzebowała.

W trzecim roku już niczego się nie obawiałem. Siadałem do klawiatury jak czysta kartka, gotowa przyjąć tekst pisany. Nie mogłem doczekać się momentu pisania.
Wcześniej, obawiałem się czy znajdę na pisanie czas, ale i to BÓG bezproblemowo rozwiązywał. Po prostu czas na pisanie bloga był zawsze. Dla BOGA nie ma nic niemożliwego.

Inną obawą było wklejanie zajawek na moim blogu „podróżniczym”. Dosyć rozwinięty blog wykorzystałem na promocję BOGA. Oczywiście statystyki poleciały w dół. Wejść było coraz mnie. To też czegoś mnie nauczyło. Blog „podróżniczy” chyba traktowałem niemalże jak własne dziecko. Po części coś w tym jest. Widząc jak biedactwo obrywa pękało mi serce, ale sprawiło też, że przestałem się przejmować opiniami innych ludzi, bo wewnętrznie wiedziałem, że robię coś wartościowego. Zresztą, BÓG lubi popsuć coś na czym nam zależy, abyśmy zauważyli, że wcale nam to nie jest aż tak potrzebne.

Minęły trzy lata.
Kontakt z DUCHEM BOŻYM rozwinął mnie niemiłosiernie.
Te trzy lata przybliżyły mnie do otaczających mnie osób, które poznałem w innym świetle. Świat i życie stało się inne. Każdemu życzę takiej przygodny. To coś, co było i jest najlepszą rzeczą jaka wydarzyła się w moim życiu.

Zastanawiam się co teraz powinienem zrobić. Prawda jest taka, że ostatni wpis był tydzień temu, choć wtedy tego jeszcze nie wiedziałem. Padło tam takie zdanie: Dziś nie pływam po jeziorze, ale po bezkresnym oceanie. Nie ryby są moim pokarmem, ale SŁOWO, które pada z ust JEGO. Nie muszę mieć SIECI by je łowić, bo spływa ONO na mnie jak deszcz z NIEBA. To stwierdzenie najlepiej obrazuje to, w czym jestem.

Nadal będę zajmował się SŁOWEM. Być może będę tu o nim pisał, być może wypłynę na szeroką wodę i podaruje je tym, którzy błądząc w ciemnym lesie szukają DRÓG. Tego nie wiem. Niczego nie planuję. Zostawiam to BOGU.

tap37.jpg

 

Reklamy